rodzicielstwo

O matko, tylko nie chłopiec!

playing-1284497_1280

Ja wiem, że wedle oczekiwań społecznych na pytanie: „Wolisz dziewczynkę czy chłopca?” kobieta w ciąży powinna odpowiedzieć: „Płeć jest bez znaczenia. Ważne, żeby było zdrowe.” I być może są kobiety, które istotnie tak myślą. I być może nawet jest ich większość. Ja jednak nigdy do grona większości aspiracji nie miałam. W żadnej kwestii. Więc od chwili, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, trwałam w przeświadczeniu, że to będzie dziewczynka. Że to musi być dziewczynka. Bo w mojej rodzinie zwykle rodzą się dziewczynki. Więc mało prawdopodobne, żeby to był chłopiec. Bo ja nie chcę chłopca. Nie chcę i już. No bo co ja z tym chłopcem zrobię?! Co?! Przecież to zupełnie nie moja bajka. Czytaj dalej „O matko, tylko nie chłopiec!”

Reklamy
Okolicznościowe · rodzicielstwo

Niech to będzie rok kozicy

chamois-1352470_1280

Witam Was, Kochani, w nowym roku. Dawno mnie na blogu nie było. Jakoś tak wyszło, mimo szczerych chęci, by pisać, i mnóstwa tematów, które chciałam poruszyć.
Jako że nie jestem fanką noworocznych postanowień, daruję sobie deklarację, że w 2018 roku tchnę w „Krzesełko” nowe życie i będę pisać posty z częstotliwością ruchu skrzydeł kolibra. Może tak, a może nie. Bardziej prawdopodobne, że nie, bo znam swoje możliwości  i realia życia po powrocie do pracy zawodowej, więc po co mam samą siebie, a tym bardziej Was, oszukiwać. Może jednak uda mi się zmobilizować na tyle, by codzienne dojazdy do pracy wykorzystać bardziej na pisanie niż na czytanie. Czas pokaże. Czytaj dalej „Niech to będzie rok kozicy”

rodzicielstwo

Jak Rozalka została Rozalką

shoe-1865995_1280Najgorzej być nauczycielem, bo jakiego imienia by się nie wybrało dla swojego dziecka, będzie się to imię kojarzyć z jakimś uczniem, niekoniecznie ulubionym. No chyba że wybrałoby się imię kompletnie niepopularne, jak Imogena, Kunegunda, Sulpicjusz czy Justynian. Tylko kto przy zdrowych zmysłach nazwie tak swoje dziecko.

Kiedy zaszłam w ciążę, od razu miałam przeświadczenie, że to będzie dziewczynka, gdyż w mojej rodzinie na ogół rodzą się dziewczynki. Dlatego nie zaprzątałam sobie w ogóle głowy imieniem dla chłopca. I do dziś mam poważny problem ze wskazaniem imienia, które miałby nosić mój potencjalny syn. Pamiętam, że w końcówce ciąży miałam koszmarny sen, w którym wydawałam na świat syna i naciskana przez personel szpitala, bym podała imię chłopca, nie byłam w stanie nic wymyślić, bo przecież to miała być dziewczynka! Czytaj dalej „Jak Rozalka została Rozalką”

rodzicielstwo

Jak zostałam matką jaskiniową

gorillas-1097143_1280

Pora opowiedzieć Wam trochę, jak się sprawy mają z moim macierzyństwem. Bo przecież nie będę udawać, że nie ma tematu, skoro temat, już prawie czteroletni, biega po domu i każdego dnia wystawia moją cierpliwość na próbę.

Matką-Polką zostałam późno, bo w wieku 37 lat. Dlaczego tak późno? Bo najpierw długie lata nie czułam instynktu macierzyńskiego, potem nie było odpowiedniego kandydata na ojca, a gdy wreszcie kandydat się znalazł i we mnie instynkt macierzyński nikły, bo nikły, ale się pojawił, to nie od razu w ciążę zajść się udało. Właściwie byłam przekonana, że w ogóle się nie uda. Mentalnie nastawiałam się już na peregrynację po specjalistach, badania, leczenie i być może nic z tego. Nie, do in vitro by nie doszło. Aż tak zdeterminowana, żeby zostać matką, nie byłam. I bynajmniej z moralnego punktu widzenia nie mam żadnych oporów co do in vitro. Podziwiam kobiety, które chcą przez to przechodzić. Bo jak wiadomo, in vitro nie daje stuprocentowej gwarancji, że zostanie się matką. Ale mocno rozbudza nadzieję. I gdy potem, po iluś nieudanych próbach ta nadzieja zostaje pogrzebana, to jest to naprawdę straszne. Czytaj dalej „Jak zostałam matką jaskiniową”

Blogosfera · rodzicielstwo

A jaki jest twój ZEN?

lotus-978659_640Pytanie konkursowe było poważne. Nie jakieś tam: „Napisz, dlaczego to właśnie ty powinieneś wygrać”, ale: „Dzieci, praca, dom – jak ty osiągasz swój wewnętrzny ZEN?” Do wygrania był odkurzacz Electrolux UltraSilencer ZEN, więc pytanie w sam raz adekwatne. No dobra, przyznam się, że musiałam sprawdzić w Wikipedii co to ten ZEN, bo miałam o nim dość mgliste pojęcie. Oczywiście, zanim zabrałam się za pisanie, przeczytałam komentarze już opublikowane. Wszyscy tak ładnie pisali, refleksyjnie i z powagą, że ten ich ZEN jest wtedy, gdy patrzą na śpiące dzieci, a w domu w końcu błoga cisza, albo gdy posprzątają i na chwilę w tej czystej przestrzeni przysiądą, albo jak kąpiel aromatyczną wezmą, a potem do lustra w łazience pośpiewają, albo gdy dzieci odprowadzą do przedszkola i kawę poranną wypiją w ciszy i spokoju… Czytaj dalej „A jaki jest twój ZEN?”