Okolicznościowe

Bajka o stole

cake-chairs-cutlery-395134Był sobie stół. Zwyczajny jak stół. Blat, cztery nogi. Niczym się nie wyróżniał spośród innych stołów. Tu i ówdzie dokuczał mu złośliwy kornik. Tu i ówdzie widniała na nim plama niewiadomego pochodzenia, w innym miejscu ktoś głęboko zarysował jego blat. Dębowe drewno, z którego został zrobiony, dawno straciło swój blask i szlachetność. Od wielu lat stał w piwnicy wielkiego domu wśród wielu innych, zapomnianych jak on, przedmiotów. „Bo może jeszcze się przyda” – usłyszał, gdy znoszono go na dół. 

Ale lata mijały i stół nikomu nie był potrzebny. A przecież kiedyś był najważniejszym miejscem w domu. Gromadziła się przy nim cała rodzina. Jadano przy nim potrawy wykwintne i zupełnie zwyczajne, prowadzono rozmowy, podejmowano decyzje, śmiano się, płakano. Stół czuł, że otacza go miłość i że on sam ma w tej miłości swój udział. Ale czasy się zmieniły. Nagle wszyscy zaczęli gdzieś pędzić, wciąż się spieszyć, nie było czasu na gotowanie w domu i wspólne posiłki. Stół coraz częściej zawadzał, zabierał przestrzeń. Aż w końcu wyniesiono go do piwnicy, a na jego miejsce postawiono nowy, mniejszy, w sam raz na szybkie posiłki jedzone w pojedynkę.
Stary stół powoli tracił nadzieję, że jeszcze kiedyś się przyda. Tkwił w piwnicy, wspominając dawne czasy i marząc, by jeszcze raz poczuć na sobie sztywny dotyk wykrochmalonego obrusu i lekki ciężar porcelanowej zastawy, by usłyszeć brzęk sztućców i radosny gwar ludzkich głosów.
Ale kto by się tam przejmował marzeniami starego stołu…

Nadeszła wiosna. Jedna z wielu kolejnych, która nie miała niczego zmienić w życiu mieszkańców wielkiego domu. Zbliżały się święta wielkanocne. I wtedy w domu zapanowało dziwne poruszenie. Ktoś wciąż po coś schodził do piwnicy, jedną rzecz znosił, inną wynosił. Na górze trwała nieustanna krzątanina i bieganina. W powietrzu zawisło powtarzane po wielokroć zdanie: „Babcia przylatuje z Ameryki na święta!”
„Babcia, babcia…” – to słowo budziło w stole dziwną tkliwość i przywoływało niewyraźne wspomnienia. Kojarzył kryjący się za tym słowem łagodny głos, czuły dotyk wygładzający obrus i serdeczny śmiech. I jeszcze słowa, powtarzane kilka razy dziennie: „Kochani, wszyscy do stołu!”
Kiedy w Wielką Sobotę babcia przekroczyła próg opuszczonego wiele lat temu domu, pierwsze słowa, jakie padły z jej ust, brzmiały:
– A co zrobiliście z naszym stołem? Gdzie zasiądziemy do świątecznego śniadania?
– Ależ mamo, przecież mamy stół… – syn próbował ratować sytuację.
– To zaledwie blat i cztery nogi. Nie ma w nim duszy. Poza tym nie zmieści się przy nim cała rodzina – starsza pani okazała się nieugięta. – Jak mogliście pozbyć się naszego rodzinnego stołu? Był z nami od zawsze… – dodała ze smutkiem.
– Nie pozbyliśmy się go, jest w piwnicy – powiedziała cicho wnuczka.
– No to na co czekacie? – klasnęła w dłonie babcia. – Szybko przynieście go na górę i ustawcie w salonie. Przecież trzeba go przygotować na jutrzejsze świętowanie.
Kiedy wynoszono stół z piwnicy, wydawało mu się, że to sen. Dopiero, gdy ustawiono go na dawnym miejscu, odkurzono i omieciono z pajęczyn, zrozumiał, że to jednak nie sen, ale najprawdziwsza prawda.
– Witaj, przyjacielu… – starsza pani czule pogłaskała jego blat. – Zaraz przywrócimy ci dawną świetność.

Blat przykryto śnieżnobiałym wykrochmalonym obrusem, obrzeżonym haftem Richelieu. Obrus udekorowano świeżymi gałązkami bukszpanu i malutkimi bukiecikami szafirków przewiązanych czerwoną wstążeczką. Na środku stołu stanął kryształowy wazon pełen żonkili, spomiędzy których wyzierały kosmate główki bazi, a obok niego chlebowy baranek z czerwoną chorągiewką. Zastawę też trzeba było odszukać w piwnicy, bo babcia nie zgodziła się na wykorzystywany na co dzień serwis z nietłukącego się szkła. – Jak na tym w ogóle można jeść? – kręciła głową z niedowierzaniem. Przyniesiona z piwnicy zastawa z porcelany miśnieńskiej ozdobiona była intensywnie niebieskimi ornamentami, które wspaniale współgrały z błękitem leżących na stole szafirków. Do takiej zastawy w żadnym wypadku nie można było użyć codziennych sztućców. Okazało się, że przykurzona drewniana skrzynka leżąca na szafie kryje w sobie wyściełane atłasem wnętrze, a w nim piękne srebrne sztućce z finezyjnym ornamentem na trzonkach. Srebro pociemniało, ale któż lepiej niż babcia wiedział, że wystarczy trochę sproszkowanej kredy i miękka szmatka, żeby odzyskało dawny blask. Stół przyjmował to wszystko, co się wokół niego działo, z lekkim drżeniem nóg. Przepełniała go tak ogromna radość i wzruszenie, że oto znów jest potrzebny, znów stoi w centrum wydarzeń. To całe piękno, które miał na sobie, było zaledwie namiastką szczęścia, jakie go przepełniło w wielkanocny poranek, gdy cała rodzina zasiadła do świątecznego śniadania. Dzieląc się jajkiem – symbolem życia – starsza pani życzyła swoim dzieciom i wnukom, by pielęgnowały bezcenną tradycję wspólnych posiłków i spotkań przy stole, by nie ulegały współczesnym modom na indywidualizm w każdej postaci i by już nigdy nie odebrały staremu stołowi darowanego po raz drugi życia. A stół, czując znów miłość, która zjednoczyła tych wszystkich ludzi przy nim, pomyślał, że właśnie doświadczył czegoś na kształt zmartwychwstania.
– Bo się przez miłość zmartwychwstaje… – wyszeptał. Ale kto by tam słuchał bajania starego stołu…

art-background-blocks-810036

I Wam, Moi Kochani, życzę z okazji Świąt Wielkiejnocy miłości i zmartwychwstania, nawet jeżeli w tę miłość i w to zmartwychwstanie nie wierzycie. Może właśnie tym bardziej Wam się przytrafią.

Dagmara

Reklamy

2 myśli na temat “Bajka o stole

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s