Bez kategorii

Filmowe piosenki, które skradły moje serce

heart-700141_1280To naprawdę miał być krótki post. Tytuły, linki i cześć. Ale pomyślałam sobie: „Jak to tak bez żadnego komentarza puścić w świat?! Przecież na pewno będziecie ciekawi, dlaczego właśnie te piosenki wybrałam. I te filmy.” No i jak zaczęłam pisać komentarze, potem jeszcze szukać zdjęć z filmów, tak zeszło mi przy tym poście o wiele dłużej niż planowałam. Ale chyba warto było. Teraz już na pewno nikt z Was nie pomyśli: „Ale dlaczego właśnie te piosenki?…”

judy-garland-394301_1280Judy Garland „Somewhere over the rainbow” z filmu „Czarnoksiężnik z Krainy Oz” (1939)
Po prostu klasyka. Nawet jeśli ktoś nie kojarzy filmu, na pewno zna tę piosenkę, zwłaszcza, że doczekała się licznych coverów. Ja bardzo lubię lekką hawajską wersję w wykonaniu Israela Kamakawiwo’ole, która znalazła się na ścieżce dźwiękowej filmu „Listy do M.” (film uwielbiam!). To piosenka o tęsknocie za lepszym życiem w cudownej krainie ponad tęczą, gdzie „problemy topnieją jak cytrynowe dropsy”. Któż z nas nie chciałby się znaleźć w takiej krainie… Przynajmniej czasami. 

audrey-hepburn-399898_1280Audrey Hepburn „Moon river” z filmu „Śniadanie u Tiffany’ego” (1961)
Cudowny film, urzekająco piękna Audrey Hepburn i ta piosenka, którą producent ponoć chciał wyciąć z filmu, ale Hepburn powiedziała: „Po moim trupie!”. I pomyśleć, że rolę uroczej Holly Golightly pierwotnie miała zagrać Marylin Monroe. Gdyby tak się stało, to byłby zupełnie inny film. Myślę nawet, że to byłby zdecydowanie słabszy film. Bo różnica między Hepburn a Monroe jest mniej więcej taka sama jak między szwajcarską czekoladą a wyrobem czekoladopodobnym. Wyrób czekoladopodobny też może być smaczny, ale nigdy nie dorówna szlachetności szwajcarskiej czekolady.

butch&sundanceB. J. Thomas „Raindrops keep falling on my head” z filmu „Butch Cassidy and Sundance Kid” (1969)
Ta piosenka to jest radość w najczystszej postaci! To antidotum na smutek, złość, niezadowolenie, frustrację i „dość mam wszystkiego”. Trzeba jej słuchać w kontekście filmowych scen, którym towarzyszy, a uśmiech na twarzy gwarantowany. Która z Was, dziewczyny, nie chciałaby, żeby ją Paul Newman tak przewiózł na rowerze? No która? Bo ja bym się dała pokroić za taką możliwość!
Ten film to przede wszystkim Newman i Redford. Duet wyborny pod każdym względem – piękni mężczyźni i wspaniali aktorzy. Wybór między jednym a drugim jest jak wybór między Coca Colą a Pepsi – dla mnie nierozstrzygalny. Butch i Kid w ich wykonaniu to gangsterzy z łobuzerskim
 uśmiechem, którym jesteśmy w stanie wybaczyć wszystko.
A przesłanie filmowej piosenki jest banalnie proste, choć w praktyce tak trudne – wolność to brak zmartwień. Szczególnie tych zmartwień, których sami sobie dostarczamy, na przykład przejmując się padającym deszczem.

Dirty-dancingBill Medley & Jennifer Warnes „(I’ve had) The time of my life” z filmu „Dirty Dancing” (1987)
Kiedy chodziłam do podstawówki, bardzo popularne były wówczas tzw. „Złote Myśli”, czyli samodzielnie przygotowane zeszyty z zestawem kilkunastu pytań, które to zeszyty wręczało się koleżankom i kolegom, aby na pytania pisemnie w tymże zeszycie odpowiedzieli. Jednym z „żelaznych” pytań wszystkich „Złotych Myśli” było pytanie o ulubiony film. I na to pytanie 90 procent pytanych odpowiadało, że „Dirty Dancing”, tudzież „Wirujący seks”, jeśli ktoś nie umiał tytułu po angielsku zapisać, bo myśmy się w szkole rosyjskiego uczyli, a nie angielskiego. Ja tego filmu wtedy nie widziałam, ale że żaden inny nie przychodził mi do głowy, więc też wpisywałam „Wirujący seks”, żeby nie odstawać od ogółu. I zważywszy na tytuł, wydawało mi się, że to jest jakiś strasznie nieprzyzwoity film, a ujawnienie, iż się ten film widziało, jest mocno kontrowersyjne. Ale taka kontrowersja dodawała nieco pieprzu życiu grzecznej panienki, za jaką uchodziłam.
Nie pamiętam już, kiedy po raz pierwszy obejrzałam „Dirty Dancing”. Wydaje mi się, że dość późno. Pamiętam natomiast, jak bardzo urzekł mnie ten film. Urzekł muzycznie i tanecznie. I to urzeczenie towarzyszy mi za każdym razem, gdy ten film oglądam. Nawet marzenie, by nauczyć się tańczyć mambo i zatańczyć je jak Jennifer Gray i Patrick Swayze w finałowej scenie filmu do TEJ właśnie piosenki, jest wciąż na liście moich marzeń do spełnienia. Za każdym razem mam ciary, jak Gray tak stoi samotnie na tej scenie, rozlegają się pierwsze takty piosenki i Swayze wychodzi do niej, obejmuje ją, robią obrót, a potem unosi jej rękę w górę i delikatnie przejeżdża po niej dłonią. Ileż zmysłowości jest w tej scenie! Ach…

beauty-and-the-beast.1991Celine Dion & Peabo Bryson „Beauty and the Beast” z filmu „Piękna i Bestia” (1991)
Właściwie w każdej animacji Disneya znajdziemy piosenkę godną Oscara. Wiele utworów zresztą tego Oscara dostało, wśród nich „Beauty and the Beast”. Ja uwielbiam i piosenkę, i film (animowany, bo póki co wersji fabularnej nie widziałam). Historię Pięknej i Bestii uważam za jedną z najpiękniejszych baśni, a w wydaniu Disneya jest ona po prostu cudowna, o czym najlepiej świadczy fakt, iż moja czterolatka, odkąd film obejrzała, dostaje wypieków na słowo „Bestia” i gdyby mogła, to by się za jegomościa w try miga wydała, a Bella jest dla niej zdecydowanym numerem jeden spośród wszystkich księżniczek Disneya.

city_of_angelSarah McLachlan „Angel” z filmu „Miasto aniołów” (1998)
Nigdy nie przepadałam za Nicolasem Cagem. On ma tak beznadziejnie zbolały wyraz twarzy. W każdym filmie taki sam. Ale w „Mieście aniołów” Cage mnie po prostu oczarował. Do tego stopnia, że gdy próbuję sobie wyobrazić mojego osobistego anioła stróża, widzę Cage’a. Ciekawe, jak Kościół by to skomentował, hi hi! Film to jeden z najpiękniejszych filmów o miłości, jaki widziałam. Wzruszający do szpiku kości. Leję łzy za każdym razem, gdy go oglądam. I choć jestem zła na twórców filmu, że wymyślili tak cholernie smutne zakończenie, to jednocześnie mam poczucie, że gdyby ten film miał happy end, to już nie byłoby to samo. Anioł Seth, mimo utraty ukochanej kobiety, nie żałuje, że dla niej zrezygnował z nieśmiertelności i wszystkich przywilejów wynikających z bycia aniołem. Dla tych kilku chwil spędzonych z ukochaną warto było wyrzec się wszystkiego. I mimo smutku i żalu po stracie Maggie jest w sercu Setha także radość, że te piękne chwile były mu dane. Myślę, że to cenna nauka dla nas, śmiertelników, byśmy doceniali miłość, jeśli nam się przytrafi. I byśmy radowali się każdą chwilą, gdyż nie wiemy, kiedy nam albo kochanym przez nas osobom drogę zajedzie ciężarówka z balami drzewa.
Sarah McLachlan, kanadyjska wokalistka i kompozytorka, nie napisała piosenki „Angel” specjalnie dla potrzeb filmu. Utwór powstał w 1997 roku, a inspiracją do jego napisania była śmierć Jonathana Melvoina, amerykańskiego muzyka, który zmarł w wyniku przedawkowania heroiny. Co więcej – piosenka nie pojawiła się tylko w „Mieście aniołów”, ale również w kilku amerykańskich serialach telewizyjnych, co świadczy o jej ogromnej popularności. Bo jest naprawdę piękna.

dumkaEdyta Górniak & Mieczysław Szcześniak „Dumka na dwa serca” z filmu „Ogniem i mieczem” (1998)
Film nie skradł mojego serca. Daleko mu do „Potopu” i „Pana Wołodyjowskiego”, na których się wychowałam. Ale „Dumka na dwa serca” to piękny utwór. I trudno, żeby było inaczej, skoro muzykę skomponował Krzesimir Dębski, a tekst napisał Jacek Cygan.
Głosy Edyty Górniak i Mietka Szcześniaka ładnie ze sobą współgrają, choć oni oboje jako artyści są z zupełnie innych bajek. Mnie osobiście bliżej do bajki Szcześniaka. Górniak lubiłam słuchać na początku jej kariery, gdy głos miała jeszcze niezmanierowany, a twarz niezmodyfikowaną. Szcześniaka cenię za cudownie ciepłą barwę głosu i za to, że konsekwentnie podąża swoją drogą, że się nie skomercjalizował i nie scelebrycił.
Do „Dumki” mam bardzo osobisty stosunek, gdyż onegdaj dane mi ją było zaśpiewać w duecie z moim przyszłym mężem, który wtedy jeszcze nie wiedział, że tym mężem zostanie. Ja też tego nie wiedziałam, ale zakochana w nim nieprzytomnie, snułam marzenia o wspólnym życiu. Całkiem nieźle nam ta „Dumka” wyszła. A na ślub musieliśmy poczekać kilkanaście lat. Bo wiadomo – co nagle, to po diable…

Gladiator 1920x1080Hans Zimmer & Lisa Gerrard „Now we are free” z filmu „Gladiator” (2000)
Tutaj krótko – jeden z moich ulubionych filmów, jeden z moich ulubionych aktorów (Russell Crowe), piękna muzyka, idealnie współgrająca z filmem, i anielski głos Lisy Gerrard.
Podobno będzie „Gladiator 2”. Nie jestem fanką sequeli robionych na siłę, a o czym może być kontynuacja „Gladiatora”, skoro bohater umarł?! Ale jeśli Russell Crowe ma wystąpić w tym filmie, to jestem w stanie zaakceptować wskrzeszenie Maximusa, tudzież wizję jego losów pośmiertnych.

geese-2153774_1280Nick Cave „To be by your side” z filmu „Travelling Bird”/”Makrokosmos” (2001)
Nick Cave zawsze mnie fascynował jako artysta. Z powodu fizjonomii faceta z horroru, głosu jak zza grobu i piosenek zbrodnią podszytych. Uwielbiam jego „Ballady morderców”. A tu nagle taka piękna i jasna pieśń jak „To be by your side”. Pieśń o miłości i wolności, które splatają się ze sobą nieustannie, próbując osiągnąć jakiś kompromis.
Sam „Makrokosmos” jest filmem magicznym. Po prostu trzeba go zobaczyć. Zawsze zazdrościłam ptakom umiejętności latania. „Makrokosmos” obudził we mnie głęboki szacunek dla ptasiej wytrwałości, determinacji, siły i odwagi.

neronMałgorzata Walewska, Fiolka & Michał Bajor „Dove vai” z filmu „Quo vadis” (2001)
Nawet jeśli nie przepadacie za operowym głosem Małgorzaty Walewskiej, nie wierzę, że pozostaniecie obojętni na zmysłowe parlando (czyli tekst mówiony) w wykonaniu Michała Bajora. Mnie Bajor tym parlandem rozbiera. Jak Petroniusz Eunice. Film Kawalerowicza rozczarowuje, ale ścieżka dźwiękowa z muzyką Jana A. P. Kaczmarka i utwory takie jak „Dove Vai” czy „Quo vadis, Domine” zasługują na uznanie. No i ten głos Bajora… Was nie rozbiera?!

hotel_rwandaJean Wyclef „Million voices” z filmu „Hotel Ruanda” (2004)
Wspaniały, poruszający do głębi film. Hołd dla tych wszystkich Ruandyjczyków, którzy z narażeniem życia ratowali swoich braci, przyjaciół, sąsiadów, bez względu na ich przynależność etniczną. Wspaniały Don Cheadle w roli głównego bohatera, Paula Rusesabaginy (postać autentyczna) i piękna piosenka, lament nad losem Ruandy: „Nie ma pieniędzy, diamentów, bogactwa na tej planecie, które mogą zastąpić Ruandę… Panie, czy słyszysz nasze wołanie? Czy możesz coś zrobić w Ruandzie?…” I ten chór dziecięcych głosów towarzyszący Wyclefowi…
W świetle prawa ludobójstwo nie ulega przedawnieniu. Myślę, że równie ważnym, a może nawet ważniejszym jest, by ludobójstwo nie ulegało przedawnieniu w naszej pamięci. Także to ruandyjskie. Jakkolwiek abstrakcyjne by nam się nie wydawało. Bo w końcu co nas, Europejczyków, Polaków jakaś Afryka obchodzi…

3Anna Iwanek, Pati Sokół & Piotr Cugowski „Miasto” z filmu „Miasto 44” (2014)
Najpierw usłyszałam piosenkę i zobaczyłam teledysk. Film obejrzałam dużo później w telewizji. Piosenka i teledysk zrobiły na mnie ogromne wrażenie, film – raczej średnie. Owszem, jest przejmujący w swym realizmie, ale ja jestem starej daty i nadmiar efektów specjalnych mnie dekoncentruje. O wiele bardziej podobał mi się film „Jutro idziemy do kina” Michała Kwiecińskiego (opowieść o młodych ludziach, którzy przeżywają właśnie swoje pierwsze miłości i erotyczne fascynacje, gdy wybucha wojna). Myślę jednak, że dobrze, iż Komasa zrobił „Miasto 44” w taki sposób, bo jest szansa, że współczesna młodzież jakoś temat Powstania Warszawskiego i II wojny światowej ogarnie i przeżyje.
Moja wrażliwość na wydarzenia czasu wojny i Powstania ukształtowała się przede wszystkim pod wpływem literatury, m.in. „Kamieni na szaniec”. Przeżywałam historię Zośki, Alka i Rudego, czytając ją jako lekturę w siódmej czy ósmej klasie, przeżywałam rok w rok jako nauczyciel, omawiając ją na lekcjach polskiego w gimnazjum. I przeżywam historię tych trzech chłopców za każdym razem, gdy staję nad ich grobami na warszawskich Powązkach. Zupełnie obce mi osoby, a jednak czuję, że jestem im winna pamięć i wdzięczność. Wzruszenie chwyta mnie za gardło także, gdy 1 sierpnia o godzinie 17 w Warszawie i innych miastach rozlega się dźwięk syreny alarmowej, upamiętniający wybuch Powstania Warszawskiego. I daleka jestem od utożsamiania tego z patriotyzmem, zwłaszcza, że w świetle obowiązujących standardów nie zaliczam się ani do prawdziwych Polaków, ani do prawdziwych patriotów. Dlatego uważam, że to moje wzruszenie, szacunek i wdzięczność wynikają z czysto ludzkiej empatii wobec tych ludzi, którym czas II wojny światowej odebrał prawo do szczęśliwego życia. Nie wiem, na co byłoby mnie stać w ich sytuacji. Być może nie zdobyłabym się na bohaterstwo. A oni się zdobyli. I nie można im tego zapomnieć.
Tercet, który wykonuje piosenkę „Miasto”, fajnie współgra ze sobą głosami. Maniakalnie wręcz uwielbiam duety (i tercety, i kwartety też) damsko-męskie, zwłaszcza gdy trafi się w takim gronie mężczyzna ze świetnym głosem, a Piotr Cugowski taki ma. I to jego głos dodaje piosence ekspresji. „Będziemy razem dalej iść, by miasto nie przestało żyć…” Bo miasto to ludzie. Nie budynki, nie ulice, nie pomniki. Bez ludzi miasto umiera.

Może któraś z tych piosenek skradnie też Wasze serce. O ile już nie skradła. Przyjemnego słuchania! 🙂

Dagmara

Reklamy

8 thoughts on “Filmowe piosenki, które skradły moje serce

      1. Dziękuję! Sama lubię takie subiektywne zestawienia ulubionych piosenek, filmów, książek na innych blogach. Zawsze można odkryć coś, czego się jeszcze nie znało. Pozdrawiam serdecznie!

        Lubię to

  1. ale świetne zestawienie, daga. „the time of my life”, to jest numer, który zawsze będzie mnie porywał, podobnie jak film – nigdy się nie nudzi i mogę oglądać setki razy. w ogole cała ściezka dzwiekowa do dirty dancing jest boska. no i „angel” – zawsze chce mi sie płakać.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s