Blogosfera

Share Week 2017 – wiosenny przegląd ulubionych blogów

like-1804599_1280Jest taki jeden facet, choć z wyglądu bardziej chłopak. Nazywa się Andrzej Tucholski. Twarz sympatyczna i jak dla mnie nieco brytyjska z wyglądu. I ten facet w 2012 roku na swoim blogu zainicjował super akcję pod nazwą SHARE WEEK. Starzy blogowi wyjadacze na pewno wiedzą, o co w tej akcji chodzi. Początkującym (do których i ja się zaliczam) wyjaśnię, że chodzi o rekomendowanie przez twórców działających w internecie swoich ulubionych innych twórców. Zasada jest taka, że blogerzy polecają blogerów, youtuberzy – youtuberów, a podcasterzy – podcasterów. To taki bardzo miły ukłon w stronę ludzi, którzy dzięki swojej twórczości coś dla nas znaczą. A najfajniejsze w SHARE WEEK jest to, że można polecić blog jeszcze nikomu nieznany, który czytamy tylko my. Nasza rekomendacja może się okazać dla tego nikomu nieznanego bloga prawdziwą trampoliną do popularności.

Dlatego i ja w tym roku, po raz pierwszy, postanowiłam przyłączyć się do akcji SHARE WEEK. Na „Krzesełku” pojawiły się już swego czasu dwa posty z cyklu „Blogi, które czytam”. Zaprezentowałam w nich swoje dwa, póki co, najbardziej ulubione blogi: blog Julii Rozumek (pisałam o nim tutaj) i blog Superstyler (post o nim tutaj). Oba blogi są tak popularne i kochane przez rzesze fanów, że cudowne ich Autorki na pewno nie będą mi miały za złe, jeśli w ramach tegorocznego SHARE WEEK nie zarekomenduję ich blogów, tylko zupełnie inne – trochę mniej popularne, może trochę bardziej skromne, ale jak dla mnie równie ważne i inspirujące.
Dodam jeszcze tylko, że jako polonistka z wykształcenia, a co za tym idzie wielbicielka wszelkiej maści literatury, od blogów oczekuję przede wszystkim pewnej literackości, czyli musi mi się je dobrze czytać, muszą mnie wciągać, muszą mi opowiadać ciekawe historie, poruszać emocje i skłaniać do refleksji nad sobą i własnym życiem. Mniej interesują mnie blogi serwujące profesjonalną wiedzę z różnych dziedzin. Jeszcze mniej te nastawione przede wszystkim na zysk, z dużą ilością reklam i postów sponsorowanych. A wręcz alergicznie reaguję na blogi, które za punkt honoru biorą sobie promowanie jakości (celują w tym blogi wnętrzarskie), czyli zazwyczaj produktów tak drogich, że przeciętny Polak może poczuć jedynie frustrację, iż go na to wszystko nie stać.

A teraz już moje tegoroczne typy. Logo z nazwą bloga przeniesie Was bezpośrednio na jego strony.

Ryśka Domowa-9RYŚKA DOMOWA to blog pięknej blondynki, Magdy Stefanowicz, swojskiej dziewczyny z polskiej wsi, realizującej się jako najlepsza z żon i najidealniejsza z matek w Londynie. Jak każdy na emigracji Ryśka żyje w rozkroku pomiędzy Polską a Anglią, tęskniąc za Anglią, gdy jest w Polsce, i za Polską, gdy jest w Anglii.
Ważnymi bohaterami jej bloga są Hania i Franek, dwójka blond cherubinków, które –  jak wszystkie dzieci dla swoich matek – stanowią centrum mikrokosmosu pod nazwą „dom”. Jest też i Ryśkowy mąż, Tomasz vel Stefan. Jak dla mnie facet mógłby śmiało zagrać Jamesa Bonda. Jakoś tak mi pasuje do tej roli.
Na blogu Ryśka pisze o zwyczajnych sprawach – o zabawach z dziećmi (przy okazji podrzuci kilka pomysłów na te zabawy), o fajnych miejscach do odwiedzenia w Anglii i w Polsce, o miłości małżeńskiej, która trochę schodzi do podziemia, gdy na świat przyjdą dzieci, o spacerach po lesie, o książkach, które koniecznie trzeba dzieciom przeczytać, o karmieniu piersią w miejscach publicznych, o matce, która w końcu ma wychodne (i co z tego wynika), o najlepszym na świecie smalcu z fasoli (jest przepis!), o kakao fruwającym po całej kuchni (mój ulubiony post, od którego miłość do bloga Ryśki się zaczęła – znajdziecie go tutaj) i o milionie innych spraw, które przydarzają się matkom, żonom, kobietom i generalnie ludziom na całym świecie.
W sumie całkiem zwyczajny to blog. Ale z blogami jest jak z ludźmi – albo zaiskrzy przy pierwszym kontakcie, albo nie. Czasem trafi się blog wycacany – wszystko na najwyższym poziomie, i tematy oryginalne, i zdjęcia artystyczne, ale jakoś nie idzie mi jego czytanie. Po prostu nie ma chemii między mną a autorem. Tymczasem Ryśkę i jej blog polubiłam namiętnie od pierwszego „kakaowego” posta. No bo jak tu TAKIEJ Ryśki nie lubić? W końcu wszystkie Ryśki to fajne chłopaki (albo dziewczyny!).

becauseofkaja6BECAUSE OF KAJA – to również blog z kategorii „uwielbienie od pierwszego posta”. Trafiłam tu dzięki rekomendacji Julii Rozumek. A Julia byle czego nie poleca. Autorka bloga ma na imię Iwa i nie dość, że pięknie pisze, to jeszcze fantastycznie rysuje i maluje. Można na przykład zamówić sobie kalendarz z malunkami jej autorstwa albo pocztówki, albo plakat „Zwierzęcadło” dla dziecka (kto ciekawy, skąd taka dziwna nazwa, niech zajrzy na bloga). Iwa jest skromna, więc nienachalnie do zakupu zachęca. Tak jak i nienachalnie o swoim życiu zwyczajnym pisze. Ale jest w tym jej pisaniu tyle emocji zaklętych. Te krótkie pojedyncze zdania, a czasem tylko równoważniki – jaką one dynamikę opisu tworzą! Ja, władczyni zdań wielokrotnie złożonych, królowa redundancji i pani dłużyzn, strasznie zazdroszczę Iwie tych zdanek malutkich jak nosek jej córeczki Kai. Bo mnie – choćbym się streszczała – zawsze wyjdzie elaborat, a Iwie – choćby się nawet rozpisała – zawsze wychodzi poezja. Niektóre swoje posty to ona wprost wierszami nazywa. Ale jak dla mnie to wszystko, co Iwa pisze, jest spokrewnione z poezją.
Nazwa bloga to oczywiście ukłon w stronę Kai, półtorarocznej córeczki Iwy. I jak można z nazwy wywnioskować, blog powstał właśnie dlatego, że jest Kaja. Nie pierwszy to przypadek, gdy matka, uziemiona z dzieckiem w domu, dostaje kota (w głowie) i musi tego kota jakoś spożytkować, więc zakłada bloga, na którym może snuć swoje opowieści z mchu i paproci, znajdując zrozumienie u innych, sobie podobnych matek-gawędziarek. Sama takim przypadkiem jestem. Więc trzymam z Iwą sztamę. Czasem się przy niej śmieję, jak opowiada o przykręcania półki albo szafce pod gramofon na OLX kupionej, śmierdzącej takiej i z kornikami. Czasem z nią płaczę, gdy pisze o chorobie, a potem śmierci ukochanego kota. Czasem razem z nią skóra mi cierpnie, gdy pomyślę o pakowaniu się na wyjazd z dzieckiem – chyba na Mount Everest łatwiej byłoby się spakować. Czasem pokiwam ze zrozumieniem głową, gdy Iwa rezygnuje z prenumeraty ekskluzywnego pisma dla kobiet, bo jak się zostaje matką, to na ekskluzywność czasu i chęci brak. Czasem się rozmarzę, gdy Iwa wspomnienia swoje nastoletnie snuje spod sklepu nad jeziorem, bo i u mnie takich wspomnień cała walizka.
Naprawdę piękny ten Iwy blog. Taki do zadumania się nad tym, co w życiu ważne. A taka zaduma od czasu do czasu każdemu się przyda. Nawet temu, co tylko jakość widzi.

Banerek mniejszy - bez deserówPrzestudiowałam dokładnie regulamin SHARE WEEK i nie znalazłam w nim zapisu, który zabraniałby uczestnikom akcji „uprawiania prywaty”, czyli rekomendowana blogów osób z nimi spokrewnionych czy spowinowaconych. Dlatego niniejszym pozwolę sobie zarekomendować SMAKOŁYKI BERENIKI – kulinarny blog mojej siostry, choć akurat nasze pokrewieństwo jest w mojej rekomendacji kwestią drugorzędną. Istotnym faktem jest, iż to jedyny blog kulinarny, na który systematycznie zaglądam. Bo nie jestem fanką blogów kulinarnych ze względu na znikomy poziom ich literackości. Poza tym jako pani domu mam swój sprawdzony repertuar potraw i rzadko kiedy nachodzi mnie ochota na eksperymenty. Bloga siostry lubię, bo przełamał moją niechęć do pieczenia, wynikającą z wrodzonego braku talentu w tej dziedzinie. Śmiem twierdzić, że gdyby nie ten blog, do dziś robiłabym tylko ciasta i desery na zimno, a biszkopt nadal uważałabym za Mount Everest sztuki cukierniczej, czyli coś dla mnie nieosiągalnego. Tymczasem mam już na swoim koncie w pełni udane biszkopty, a dzięki nim urodzinowe torty dla córki i męża, potrafię upiec pyszny chleb ze słonecznikiem, bułeczki drożdżowe i kruche ciastka w kilku różnych wariantach, wielkanocną babę drożdżową, pierniczki z ciasta dojrzewającego (potrzebowałam 40 lat, żeby dowiedzieć się, iż takie ciasto istnieje!), muffinki o różnych smakach, nieziemsko pyszną tartę truskawkową, makowego pieguska, piernik z marchwi i piernik z jabłkami, kilka wersji szarlotki, a nawet pączki! Prócz tego blog znacząco poszerzył mój repertuar ciast i deserów na zimno. Spróbujcie, drogie panie (albo panowie), zrobić na przykład taki deser truskawkowy – przepis tutaj. Smakowa ekstaza gwarantowana!
Na blogu każdy znajdzie coś dla siebie – tradycjonalistę ucieszą przepisy na tradycyjne wypieki, czyli takie typowo domowe ciasta jak makowiec, sernik czy szarlotka (w naszej rodzinie wciąż korzystamy z przepisów nieżyjącej już babci, która zawodowo pracowała jako kucharka), poszukiwaczy nowych smaków i eksperymentatorów na pewno zainteresują takie oryginalne wypieki jak pączki z jabłkami albo bananami, tarta kokosowa z czereśniami czy sernik dyniowy z orzechami. Na dodatek wiele wypieków jest nie tylko smacznych, ale również zdrowych, bo z małą zawartością białego cukru, bądź z jego zdrowszymi zamiennikami, z dodatkiem różnych ziaren i bakalii, a także warzyw i owoców. Założę się, że nikt nie oprze się kruchym ciasteczkom z płatków owsianych w różnych smakach. Mnie najbardziej smakują te w wersji korzennej (przepis tutaj). W żadnym sklepie nie kupicie lepszych! Całkiem sporą grupę stanowią też przepisy na pieczywo, czyli różnego rodzaju chleb, bułki czy chałkę. Ja byłam święcie przekonana, że bez specjalnej maszynki do wypieku chleba albo Thermomixa o domowym chlebie mogę sobie tylko pomarzyć. Tymczasem z przepisem Bereniki (przepis na mój ulubiony chleb ze słonecznikiem tutaj) okazało się to bajecznie proste. Do wypieku wystarcza zwykły piekarnik, a chleb jest tak pyszny (i bez żadnych ulepszaczy!), że trzeba naprawdę silnej woli, by nie zjeść go całego od razu.
I wiecie, jaki jest jeszcze fenomen tego bloga? Że z przepisów Bereniki zawsze wszystko mi wychodzi! A wystarczy, że wyszperam przepis na jakieś ekstra ciasto na innym blogu i za każdym razem „skucha” – nigdy nie wyjdzie tak, jak powinno. Naprawdę!
No i nie mogę nie wspomnieć o zdjęciach wypieków, którymi Berenika ilustruje swoje przepisy. Są tak apetyczne (jeśli zdjęcia można tak nazwać), że od samego patrzenia ślinianki zaczynają intensywniej pracować. I człowiek od razu w głowie robi przegląd produktów, które ma w domu, a zaraz potem biegnie do kuchni, żeby coś upiec. Cokolwiek. Byle słodkie było.

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że moje ulubione blogi dzięki SHARE WEEK polubi jeszcze ktoś. I może jeszcze ktoś. A potem jeszcze ktoś i kolejny ktoś. I tyle się tych ktosiów uzbiera, że Ryśka, Iwa i Berenika będą przecierać oczy ze zdumienia. I poczują jeszcze większą motywację, by swoje blogi tworzyć i dzielić się nimi z nami.

Dagmara

Reklamy

2 thoughts on “Share Week 2017 – wiosenny przegląd ulubionych blogów

  1. po angielsku mówi się, „you made my day”, czyli w dosłownym tłumaczeniu – zrobiłaś/eś mi dzień, ale ty, daga, zrobiłaś mi rok tym wpisem! bardzo ci dziękuję i naprawdę nie wiem, czym zasłużyłam sobie na tyle miłych, ciepłych i serdecznych słów! aż mi głupio! 🙂 do idealnej matki i żony to mi daleko, a przymiotnik „piękna” w odniesieniu do mnie sprawia że się rumienię i spuszczam wzrok. Bardzo, bardzo mi miło i mam nadzieję, że nie czułaś się sterroryzowana tym linkiem a propos share week, który ci podesłałam. i w ogóle tak sympatycznie i z uzcuciem napisałaś o wszystkich. kłaniam się nisko i lecę… polatać – takich mi dodałaś skrzydeł!

    Lubię to

    1. Jestem Ci wdzięczna za link o Share Week 🙂 Bardzo mi się podoba ta akcja, bo promuje taką wzajemną życzliwość wśród blogerów. Że nie tylko mój blog jest taki piękny i wspaniały, ale że tych pięknych i wspaniałych blogów jest dużo więcej. Przecież ja bym swojego „Krzesełka” nie miała, gdyby nie inspiracja, która popłynęła do mnie od Ciebie, od Julii Rozumek, od Superstylera, Because of Kaja i jeszcze kilku innych blogów. Wasze blogi sprawiły, że pomyślałam: „Jakie to fajne, tak pisać dla innych, dzielić się swoimi przemyśleniami, wymieniać doświadczeniami, nawiązywać internetowe przyjaźnie, wysyłać w świat dobre myśli i piękne słowa…” A w Share Week chyba właśnie o to chodzi, by dodać innym skrzydeł 🙂 Więc wysokich lotów Ci życzę, Ryśko droga! I pisz, pisz, pisz, a ja będę czytać 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s