Bez kategorii

Tańszy zamiennik

books-1605416_1280Czasem tak mam, że zacznę pisać jakiś post i piszę go, piszę jak natchniona, już prawie dobiegam końca, jeszcze tylko puentę inteligentną, skłaniającą do refleksji wymyślić pragnę, gdy nagle BUM! natchnienie diabli biorą. I tekst zamiera taki niedokończony na tydzień, miesiąc, pół roku albo na wieki wieków amen. W międzyczasie zaczynam pisać kolejne posty, z których jedne od razu trafiają na bloga, a inne dołączają do swoich niedokończonych braci, skoszarowanych pod szyldem „Szkice”, by tam poczekać na lepsze czasy.
Ten post też miał być zupełnie o czym innym. O czekaniu, a właściwie o nieczekaniu na wiosnę. Ale się jeszcze nie napisał. Bo różne – takie tam… – przeszkody na drodze ku puencie się pojawiły. Więc ten dzisiejszy post to tańszy zamiennik, żebyście jednak choć parę słów ode mnie łyknęli ku poprawie stanu zdrowia i samopoczucia Waszego. A ten prawdziwy post już NAPRAWDĘ niebawem.

Zatem krótko i na temat. Bo jak się rozpiszę, to znów utknę na mieliźnie. I nawet tańszego zamiennika nie wyczaruję.
W tym roku postanowiłam skrupulatnie notować tytuły wszystkich przeczytanych książek, żeby na koniec roku wiedzieć, ile w gruncie rzeczy ich przeczytałam, a tym samym o ile zawyżyłam statystyki czytelnictwa w kraju nad Wisłą.
Według raportu o stanie czytelnictwa w Polsce za rok 2015 przygotowanego przez Bibliotekę Narodową (raport za rok 2016 chyba jeszcze się nie ukazał, ja bynajmniej do niego nie dotarłam) 63% Polaków nie przeczytało żadnej książki. Pozostałe 37% przyznaje się do przeczytania co najmniej jednej.
Tymczasem ja od początku 2017 roku przeczytałam już 9 książek. Póki co, wychodzi więc jakieś 3,5 książki na miesiąc (dwie w marcu, którego połowy jeszcze nie mamy, i siedem w styczniu i lutym). Nie wiem, czy to dużo czy mało. Pewnie są lepsi pochłaniacze książek ode mnie. Faktem jest, że gdybym nie miała nic innego do roboty – gdybym nie pisała postów na bloga, maili do koleżanek, gdybym nie czytała w internecie różnych śmieci, nie zaglądała na FB, na Allegro, nie czytała ulubionych blogów, nie zostawiała tam komentarzy, nie zajmowała się domem i dzieckiem, to przeczytałabym tych książek dużo więcej. Bo ja bez czytania żyć nie potrafię. Nawet jak na ubikacji siedzę, to łapię co jest pod ręką, najczęściej odświeżacz powietrza albo płyn do czyszczenia WC, i czytam co na etykiecie napisali. Książki do ubikacji już dawno nie zabieram. Bo jak się jest matką, to nie można sobie pozwolić na takie fanaberie jak czytanie w toalecie.

Więc notuję te tytuły książek. Nie żebym jakiś rekord chciała pobić. Po prostu jestem ciekawa, ile tych książek w ciągu roku przeczytam. Was też do tego zachęcam! Na koniec roku możemy opublikować nasze listy przeczytanych tytułów, żeby się pochwalić – a co! I zainspirować nawzajem do sięgnięcia po jakąś lekturę. A zamiast czynić postanowienia noworoczne, które rzadko kiedy udaje nam się zrealizować, lepiej zrobić listę książek do przeczytania w kolejnym roku. I może warto Bibliotekę Narodową poinformować, że choć jesteśmy w czytającej mniejszości, to czytamy tyle, że rekompensujemy trochę ten wstyd, który Polsce przynosi nieczytająca większość.
I skoro już jesteśmy przy książkach, to mam jeszcze taką refleksję. Autorki wszystkich blogów, które lubię i czytam, kochają książki. Nie czytam tych blogów zbyt dużo, ale mam nieodparte wrażenie, że książkoholikami jest większość blogujących. Bo zależność między sprawnością w posługiwaniu się językiem a czytaniem książek jest niepodważalna jak to, że dwa razy dwa równa się cztery.

No i to by było na tyle w ramach tańszego zamiennika.
Gratis mam dla Was jeszcze cytat z ostatnio przeczytanej książki.

„Hart ducha jest jak kręgosłup człowieka. Bez niego nie sposób zmierzyć się z życiem. Dopóki wszystko idzie dobrze i przebiega zgodnie z planem, nie potrzebujemy go. Jednak w chwilach, kiedy jesteśmy na samym dnie i myślimy, że cały świat sprzysiągł się przeciwko nam, trzeba go z siebie wykrzesać. Także nadzieję, że z tego dołka, jak ze wszystkich innych dołków przed nim, również się wykaraskamy. I ufność, że na końcu długiego tunelu pojawi się wreszcie światełko. Kiedy nami pomiatają, kiedy chorujemy i tracimy bliskich, wówczas musimy cisnąć życiu prosto w twarz przekorne: No to co!”

Iris May, „Dzieci Gosi”, Wydawnictwo Dobra Literatura, Słupsk 2015

Dagmara

Reklamy

2 thoughts on “Tańszy zamiennik

  1. dagmara! ja też czytam etykiety w toalecie! 😀 ale numer! moje statystki czytelnicze w tym roku tkwią w martwym punkcie, ale muszę zaskoczyć. jak nie czytam, to nie czytam, ale jak już znajdę coś co mnie zainteresuje, to połykam w mgnieniu oka. 🙂 mój folder „robocze” też coś ostatnio puchnie i rzadko kilkam „opublikuj”. ech ta wena ulotna… 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s