Bez kategorii

Pstryk – i nie myślisz

mental-health-2019924_1280

Zazdroszczę ludziom, którzy nie analizują, nie roztrząsają, tylko żyją, po prostu żyją. Raz lepiej, raz gorzej. Ale nie pragną zbyt wiele ponad to, co mają. Są szczęśliwi w prosty sposób i z prostych powodów. A często swego stanu nawet nie utożsamiają ze szczęściem. Bo szczęście to dla nich jakaś abstrakcyjna kategoria.

Nie ma w nich emocjonalnego rozedrgania. Ich myśli nie dryfują na antypody abstrakcji. Są konkretne i rzeczowe. Nie wybiegają zbytnio w przyszłość. Skupiają się raczej na tu i teraz. Ich bóle są konkretne i namacalne, łatwe do wyeliminowania za pomocą ogólnodostępnych środków farmakologicznych. Nie doświadczają bólu istnienia. Obce im są stany depresyjne, rzadko popełniają samobójstwa. Nie przesiadują w gabinetach psychoterapeutów. Jednym słowem – są nieskomplikowani wewnętrznie. W przeciwieństwie do tych poplątanych jak węzeł gordyjski. Nieskomplikowani nie znaczy prości, bo zaraz z prostakami będziemy mieli ochotę ich utożsamić. Nieskomplikowani czyli klarowni, oczywiści, jednoznaczni. Myślenie traktują w kategoriach utylitarnych, jako narzędzie niezbędne do funkcjonowania w świecie. Pomyślą tylko tyle, ile wymaga tego sytuacja, i „odstawiają” myślenie jak łopatę po wykopaniu rowu. Nie gdybają, nie roztrząsają, nie snują wizji, nie zamartwiają się na zapas, jeszcze zanim cokolwiek się wydarzy.
Kiedy źle się czują, to idą do lekarza. A nie od razu podejrzewają, że to nowotwór i gorączkowo przeszukują internet, żeby potwierdzić swoje obawy.
Kiedy oglądają film, to skupiają się na filmie. A nie myślą o milionie innych rzeczy, zupełnie z filmem niezwiązanych. I żadna scena w filmie nie nasuwa im skojarzeń z własnym życiem.
Kiedy się zakochują, to po prostu się zakochują i otwarcie okazują swoje uczucia. A nie drżą z lęku, że na pewno zostaną odtrąceni, bo już wiele razy ich to spotkało.
Kiedy kładą się spać, to kładą się spać i od razu zasypiają. A nie analizują miniony dzień i każde słowo – swoje i cudze, które w rozmowach padło, nie mogąc wybaczyć sobie popełnionych błędów, niedopilnowanych spraw, czasu źle wykorzystanego, złości na dziecko, męża, psa i cały świat. A potem w nocy jeszcze we śnie to wszystko przeżywają. Podczas gdy nieskomplikowani nigdy nie miewają koszmarów i budzą się rano wypoczęci.

image-1486125009638

Gdyby tak można było wyłączyć myślenie jednym pstryknięciem jak światło, zawsze wtedy, kiedy ma się już tego myślenia dosyć. Pstryk – i w głowie pustka. Żadnej, nawet najmniejszej myśli. Można by wtedy naprawdę odpocząć. Poczuć w głowie lekkość i ciszę. Być tylko tu i teraz. Bez tego, co było i tego, co będzie. Bez wspomnień i bez pragnień. Bez lęku i nadziei.

Czasem zgiełk własnych myśli jest gorszy od warkotu młota pneumatycznego.
Więc czy ktoś mógłby wymyślić taki pstryczek?

Bo ile można tą łopatą machać i machać, i machać…

Dagmara

 

Reklamy

7 thoughts on “Pstryk – i nie myślisz

  1. Takim pstryczkiem jest pasja. Zajęcie, które kochasz i przy którym tylko o nim myślisz. Np. ogródek albo robótki na drutach. Albo taniec.

    Lubię to

    1. Zasadniczo się z Tobą zgadzam. Jeśli człowiek ma coś, w czym potrafi się zatracić, to na pewno pozwala mu to oderwać się od własnych myśli. W moim przypadku chyba najskuteczniejsze są książki. Jeśli książka wciągnie mnie bez reszty w świat cudzych myśli, zapominam o swoich. I jeszcze pisanie. To też cudowny poskromiciel zgiełku we własnej głowie. Tylko że aby coś napisać, najpierw trzeba intensywnie nad tym pomyśleć, poskładać te zdania do kupy w głowie. I kołowrotek znów się kręci 😉 Chyba tak już musi być. I trzeba się cieszyć, że główka pracuje, zwłaszcza po czterdziestce 😉

      Lubię to

  2. no czasem się człowiek namacha tą łopatą, fakt. analiza i interpretacja. ja już czasem myślę, że umiem się wyłączyć. a potem się okazuje, że jednak nie 🙂 pewnie życie byłoby prostsze, a tak to przynajmniej jest ciekawie i podczas pracy umysłowej spalamy dużo kalorii 🙂 także, daga, ciastko w dłoń i zanurzamy się we własnych myślach! :))

    Lubię to

    1. Coś ostatnio mi to spalanie kalorii nie idzie, a tyle myślę 😉 Wiesz, myślę, że tak jak komputer czasem potrzebuje resetu albo nawet formatu, tak nasz mózg lepiej by funkcjonował, gdyby raz na jakiś czas taki reset mu zafundować. I nie chodzi mi tylko o jakieś dołujące, negatywne myśli, ale myślenie w ogóle. Wszak od dawna wiadomo, że praca umysłowa jest dużo bardziej męcząca niż fizyczna. Jak się tą prawdziwą łopatą namachasz, to co najwyżej mięśnię cię na drugi dzień będą boleć, ale w głowie wywietrzone aż miło!

      Lubię to

  3. To jest obszerny temat, ostatnio sporo o tym czytałam i słuchałam, jak spowodować, by nasze ego czyli mózg i jego rozmaite wytwory myślowe nie psuły nam humoru, nie oceniały, nie determinowały , w ogóle by nie wpływały negatywnie na nasze postrzeganie świata i ludzi. To są lata pracy podobno, ale warto próbować. Jest taka buddystka Nelly Radwanowska – mnie z buddyzmem póki co nie po drodze, ale ta kobieta doskonale tłumaczy jak działa to myślenie w naszym mózgu – ona mówi, że jak zaczynają jej krążyć myśli niewłaściwe po głowie, to głośno mówi swojemu ego , że z idiotą nie rozmawia… tak jakbyś powiedziała do kogoś kto Cię denerwuje, „nie rozmawiam z tobą idź sobie grabić liście do ogrodu, odczep się ode mnie. Nasze ego ma to do siebie, że miesza nam we łbie jak chce, to my musimy mu odmówić współpracy kiedy widzimy, że nie jest to dla nas dobre. Ego wmawia nam nasze niemoce, wady, widzi w innych wady i niedoskonałości, nie pozwala nam kochać drugiego bo widzi owe jakieś negatywne cechy w bliskim nam człowieku… ego miesza, mózg jest tak skonstruowany, ze miesza, ciężko się od niego odczepić, ale jak już się to uda, można osiągnąć ten stan bycia tu i teraz i czerpać z tego przyjemność 😉 czego życzę i sobie i Tobie 😉

    Lubię to

    1. Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz! Tak jak przemawia do mnie porównanie myślenia do łopaty, którą po pracy należy odłożyć, tak przemawia do mnie porównanie ego do idioty, którego trzeba spuścić po brzytwie, czy jak to się „ładnie” mówi 😉 Takie siermiężne, dosadne porównania kupuję od razu. Bo ten typowo psychologiczny bełkot mnie nie przekonuje. Wiesz, ja to musiałabym chyba nic nie robić, tylko czytać książki, to by mnie odrywało od myślenia. Książki jednak mają tę moc. Pozdrawiam 🙂

      Lubię to

      1. Cieszę się, ja sama jestem na początku drogi „olewania” swojego ego, nie zdawałam sobie sprawy z tego jakie to jest trudne, dzisiaj przypadkowo zrobiłam eksperyment na mężu, który niestety ma tą cechę, że ocenia siebie i inne rzeczy i ludzi, może i z natury, a może z powodu wykonywanego zawodu – jest fotografem, wiec ocenia bo to miedzy innymi jego zajęcie, ale dzisiaj wypalił mi przy okazji rozmowy, że on czegoś tam nie może bo nie umie, to ja do niego w te słowa:
        – kochanie powiedz swojemu idiocie, żeby wziął swoje niemożności i poszedł odśnieżyć chodnik przed domem… i wtedy pogadamy o twoich możnościach 🙂
        bingo – zadziałało 😉 ale i tak stwierdził, że cytat z łopatą do niego mocno przemawia, czeka nas dużo pracy nad sobą 😉

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s