Blogosfera

And the winner is…

win-1820037_640Jedną z form promocji bloga są konkursy (u Julii Rozumek to się ładnie nazywa „podarunki”). Blogerzy współpracują z różnymi firmami, od których dostają produkty do przetestowania i ewentualnej rekomendacji na blogu albo rozdania czytelnikom. Wiadomo, że jak się czytelnika zanęci atrakcyjną nagrodą, to jest szansa, że zostanie z naszym blogiem na dłużej. A przynajmniej będzie do nas zaglądać od czasu do czasu, żeby nie przegapić kolejnych atrakcyjnych rozdań. Bo jak coś darmo można dostać, to grzech nie skorzystać, no nie? Zwłaszcza, że to takie proste.

Blogowe konkursy wymagają zazwyczaj pozostawienia na blogu w formie komentarza wypowiedzi na zadany temat, mniej lub bardziej związany z nagrodą, która jest do wygrania. Tak więc piszesz, co ci głowa czy serce podpowiada, klikasz „opublikuj” i już jesteś w bębnie maszyny losującej. Oczywiście, im atrakcyjniejsza nagroda, tym komentarzy więcej. Dosłownie puchną w oczach. Można sobie tylko pomarzyć o takiej liczbie komentarzy pod „zwykłym” postem. Aż współczuję blogerom, którzy muszą to wszystko potem przeczytać i wybrać jeden najlepszy komentarz, gdy tych, które chciałoby się nagrodzić, jest dużo więcej. Ja bym się chyba rozchorowała od wyrzutów sumienia, że kogoś nie doceniłam, a może ten ktoś zasłużył na wygraną bardziej niż ten drugi, co to go – pod wpływem chwili – wybrałam.

Co w blogowych konkursach można wygrać? Różnie. Książki, kosmetyki, zabawki albo akcesoria dla dzieci, elementy wyposażenia wnętrz, ubrania, biżuterię, rabat na zakupy, a nawet sprzęt AGD. Zależy, w jakiej tematyce dany blog się specjalizuje. Ja ostatnio na przykład próbowałam wygrać ultracichy odkurzacz Electrolux (cena rynkowa około tysiąca złotych!) – nie udało się, ale opowiastka, którą przy tej okazji spłodził mój ociężały ostatnimi czasy umysł, jest na tyle finezyjna i zabawna, że postanowiłam zaprezentować ją na własnym blogu. A co tam! Trzeba utrwalać dla potomności ulotne przebłyski geniuszu 😉 Zatem opowiastka już wkrótce!
Drugą rzeczą, którą ostatnio próbowałam wygrać – i tym razem mi się udało! – jest album z inspiracjami wnętrzarskimi Homebook Design 2016, wydany przez portal homebook.pl. Dzięki, Juleczko :-* Albumowi, jak już trafi w moje ręce, też poświęcę kilka słów.

Po co w ogóle o tym piszę? Bo chciałabym przy okazji tych konkursów, nagród i podarunków wyrazić swój stosunek do zostawiania komentarzy na cudzych blogach. Jeśli lubię jakiś blog i jego autora/autorkę, to komentowanie tego, co on/ona napisze jest dla mnie formą okazania sympatii, nawiązania dialogu, to takie wirtualne pójście z tym kimś na kawę i pogaduchy. To pokazanie, że to, co ten ktoś pisze, jest dla mnie ważne, mądre, zabawne, wzruszające, skłaniające do refleksji itd. Według mnie nie skomentować to tak jakby znaleźć nieodebrane połączenie od kogoś bliskiego i nie oddzwonić. A skomentować tylko wtedy, gdy można coś wygrać, to jakby dzwonić do przyjaciela wyłącznie, gdy mamy do niego jakiś interes. Dlatego staram się komentować każdy post na moich ulubionych blogach. Zwykle komentuję na gorąco, od razu po przeczytaniu tekstu. Ale zdarza mi się też pisać komentarz po kilka zdań przez cały dzień albo i dwa dni (zapisuję go w notatniku w telefonie i potem przekopiowuję na blog).

Drugą moją zasadą jest to, że zanim dodam swój komentarz, czytam wszystkie już opublikowane. Nawet jeśli jest ich sporo. Bo interesuje mnie, co inni mają do powiedzenia. Skoro lubią ten sam blog co ja, to coś nas musi łączyć. Poza tym komentarze czytelników to drugie, podskórne życie posta. To przepiękne rozwinięcia, dopowiedzenia, kontynuacje tego, co w poście napisane.

I trzecia moja zasada, dotycząca samego udziału w konkursach – nie w każdym konkursie muszę wziąć udział. Bo czasem warto dać szansę innym. Bo wygrać tylko, żeby wygrać, choć nagroda nijak mi się przyda – bez sensu (wiem, można rzecz wygraną komuś podarować, ale nie zawsze ma się kogoś takiego). Bo czasem temat taki, że nie wiadomo co napisać. Albo wyłącznie jakieś frazesy przychodzą do głowy. A tych przez szacunek do autora pisać nie chcę. Dlatego sobie odpuszczam, ewentualnie zostawiam niezobowiązujący komentarz związany z treścią posta, a nie zadaniem konkursowym. I lubię potem te zwycięskie komentarze poczytać i ucieszyć się z tego cudzego szczęścia, że nagroda wygrana, bo może dla kogoś to pierwsze takie szczęście w życiu, może od losu do tej pory tylko kopniaki dostawał. A ta wygrana może dodać mu skrzydeł i być pierwszym impulsem, by się losowi przeciwstawić.
I co sądzicie o takim podejściu do sprawy, moi drodzy potencjalni czytelnicy? 🙂
Może i na Krzesełku kiedyś jakiś konkurs przysiądzie. Kto to wie, kto to wie… Wszak niezbadane są wyroki losu.

Dagmara

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s