Bez kategorii

Przyczajona rozpacz, ukryty lęk

girl-turned-back-violet-duotone-picjumbo-comMiało być optymistycznie na tym blogu. Z energią, z przytupem. Chciałam pokazać, jak to fajnie mieć czterdzieści lat. Chciałam pokazać, jaka to jestem kreatywna, aktywna i entuzjastycznie nastawiona do życia. Naprawdę taki miałam zamiar. Nawet jeśli nie do końca byłaby to prawda. A tu dupa. Brak motywacji, brak weny, brak entuzjazmu. Jakiś uwiąd starczy mnie dopadł. No zacięłam się i już. Trochę złożyły się na to przeżycia ostatnich miesięcy, trochę tzw. zmęczenie materiału (czterdziestoletni materiał w roli matki trzylatki nie ma już takiej impregnacji na zmęczenie jak materiał dwudziestoletni), a trochę pewnie niezrównoważone neuroprzekaźniki w moim mózgu. W sumie to właśnie te cholerne neuroprzekaźniki lubię obarczać główną odpowiedzialnością za swój brak entuzjazmu do życia. A i do moich migren też najprawdopodobniej w sposób znaczący się przyczyniają. Dlaczego jeden ma je w równowadze, a drugi w nierównowadze? Ot, jedna z wielu zagadek ludzkiego organizmu.

Czytam na blogu Tomasza Jastruna: „Te moje przebudzenia nieco depresyjne, bo jednak z niepokojem, czy udźwignę życie?”. Blog Jastruna czytam, odkąd zupełnie przypadkiem obejrzałam rozmowę z pisarzem w TVN-owskiej „Uwadze”. Rozmowa była o depresji, z którą Jastrun zmaga się od wielu lat. Strasznie mnie jakoś poruszyła jego historia. Kiedyś bardzo lubiłam czytać felietony Jastruna w „Twoim Stylu”. Pisał je pod szyldem „Notatnik erotyczny”. Sam autor wydawał mi się wtedy niezwykle intrygującym mężczyzną, o uroku adekwatnym do tematyki felietonów. Ale przestałam kupować „Twój Styl” i nie wiedziałam, że Jastrun pisuje teraz do „Zwierciadła”. Więc tym bardziej nie miałam pojęcia, że cierpi na depresję. Przyznać się do tego, szczególnie facetowi – odważne, zwłaszcza w tak hejterskim kraju jak nasz. Spodziewałam się komentarzy w stylu: „W dupie się poprzewracało! Depresja chyba od dobrobytu (bo jak znany, bo jak pisarz i dziennikarz, to na pewno opływa w dostatki wszelakie). Za robotę się porządną weźmie (bo co to za robota – pisanie), to mu depresja przejdzie. Żeby facet tak się nad sobą użalał… Żenada!” Tymczasem coming out pisarza został przyjęty z dużą życzliwością i empatią. Nie natknęłam się nigdzie na hejterski komentarz. Może dlatego, że większość hejterów to ludzie o ciasnych horyzontach (mówiąc dosadnie – intelektualnie prymitywnych), którzy nie interesują się jakimś tam Jastrunem, ba, nawet nie wiedzą, że ktoś taki istnieje. I bardzo dobrze. Bo hejt raczej by nie pomógł panu Tomaszowi, który po niedawnej serii elektrowstrząsów ma się znacznie lepiej. Co nie znaczy, że życie od razu stało się dla niego łatwe do udźwignięcia. To niestety nie jest takie proste.

Choć nigdy nie dotknęła mnie prawdziwa, głęboka depresja kliniczna, choć wyłącznie siłą własnej woli (bez tabletek, bez psychoterapii) podnosiłam się z różnych życiowych sytuacji, które czyniły we mnie emocjonalne spustoszenie, to jest we mnie jakiś rys depresyjny, ten sam co u Tomasza Jastruna niepokój: czy udźwignę życie? Dziś, jutro, pojutrze, każdego dnia. I choć obiektywnie rzecz biorąc jestem szczęśliwa i spełniona, choć cieszę się tym, co mam, to gdzieś tam w zakamarkach mózgu tkwią przyczajona rozpacz i ukryty lęk, które co jakiś czas, nawet bez poważniejszej przyczyny, wyskakują jak pajacyk z pudełka i zaczynają roztaczać przede mną katastroficzne wizje tego, co może się wydarzyć. To skutecznie paraliżuje moją aktywność, mój entuzjazm, moją radość życia. W takie dni wstanie rano z łóżka wydaje się ponad siły. Chciałabym wtedy nakryć głowę kołdrą i spać, spać, spać.

Tak, my ze skłonnością do stanów depresyjnych, my neuroprzekaźnikowo niezrównoważeni, nie znamy dnia ani godziny, gdy nasza siostra rozpacz i nasz braciszek lęk wyskoczą z okrzykiem „A kuku!”, żeby podciąć nam skrzydła i uczynić najszczęśliwsze nawet życie ciężarem ponad siły. I naprawdę nie ma w tym naszej winy. I nie poprzewracało się nam w dupach. Po prostu tak mamy.

Dagmara

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s